Zachęcona bardzo wysoką filmwebową oceną, pokusiłam się o zapoznanie się od razu z adaptacją "Na wschód od Edenu" zaproponowaną przez Kazana. Niepotrzenie....Właściwie nic w tym filmie nie podobało mi się w pełni. Nawet rewelacyjny James Dean nie stworzył Cala w takiej postaci, jak oczekiwałam. Miał oczywiście sporo jego cech, ale miał też zupełnie do niego nie pasujące. Ogromne zmiany fabuły jakie wprowadził scenarzysta doprowadzały mnie do szału. Już samo pominięcie postaci Li, który tak naprawdę był tam jedną z kluczowych postaci, było karygodne! Cathy (Kate) wcale nie była demoniczna, Aron okazał się przygłupawy i nieczuły, Cala przedstawiono jako dzikusa lekceważącego ojca, a Adama jako zdecydowanie faworyzującego Arona i demonstrującego to na każdym kroku. Dlaczego reżyser aż tak bardzo zmodyfikował oryginał? Przecież Cal bardzo kochał i szanował swojego ojca. Cal wcale nie był złośliwy ani zły - to były cechy, których cały czas się obawiał, przed którymi uciekał. Cal nie rywalizował aż tak ostentacyjnie z Aronem o miłość do ojca. Adam bardzo kochał obu synów i wcale nie wyróżniał aż tak mocno Arona. Pomijam już fakt, że zrozumienie całej sytuacji panującej w filmie jest wręcz niemożliwe bez znajomości wszystkich wydarzeń, które ukształtowały naszych bohaterów i doprowadziły ich właśnie do tego miejsca.
Wniosek nasuwa się tylko jeden - najlepsza adaptacja książki powstaje w naszej wyobraźni. Być może ta ekranizacja "Na wschód od Edenu" jest właśnie odzwierciedleniem tego, co ukształtowała wyobraźnia Kazana w reakcji na dzieło Steinbecka. Moja byłaby jednak zupełnie inna.
Prawie niemozliwe jest przeniesienie genialnej powieści w porównywalny jakościowo film. Film przeniesiony idealnie nie jest juz "dziełem sztuki" danego rezysera, taki produkt staje sie tylko rzemieślniczym wyrobem wytwórni. Interpretacja dzieła literackiego jest kluczem do stworzenia filmu, ale nalezy pamietac że to głownie wizja reżysera, scenarzysty i aktorów. Nie można porównywac do tego naszej wizji bo to zawsze jest zajęciem bezcelowych, w końcu to nie my tworzymy filmy ;))
ReplyDelete